Posty

Poduszki beskidzkie

Obraz
W drugiej połowie marca w pracowni Chatka Margot działy się rzeczy ciche i dobre, takie, które zazwyczaj powstają wtedy, gdy nikt się nie spieszy. Uszyłam kilka poduszek z motywami rysunków Tove Jansson — miękkich jak poranne chmury i trochę zamyślonych, jakby znały sekrety Beskidu Niskiego. Uszyłam też podkładki pod kubki z własnym motywem łączki i anielskim, które zawsze przypominają o letnich dniach, nawet kiedy za oknem jest jeszcze chłodno. A pomiędzy tym wszystkim były nasze rowerowe wyprawy: konsekwentne i radosne po górkach Beskidu Niskiego. Bo są takie miejsca, gdzie wiatr opowiada historie, a droga, choć czasem pod górę, zawsze prowadzi do czegoś dobrego. I tak właśnie minął marzec — spokojnie, trochę pracowicie, a trochę włóczykijowo i rodzinnie

Z pamiętnika Włóczykija

Obraz
Tego ranka w Beskidzie Wyspowym powietrze było chłodne i przejrzyste, jakby góry dopiero przecierały oczy po nocy. Wyruszyliśmy na Górę Zakochanych razem z Mężusiem ♥. Ścieżka prowadziła przez pachnący wilgotną ziemią i igliwiem las, a między słowami płynęła spokojna cisza przerywana śpiewem ptaków. Na szczycie czekała Wieża widokowa na Modyni. Weszliśmy na nią powoli, a kiedy spojrzeliśmy na zielone wyspy wzgórz rozlane po horyzont, świat na chwilę stał się prosty i cichy. Staliśmy tam razem w lekkim wietrze, bez pośpiechu, jakby czas też przysiadł obok. Bo w takich momentach nie trzeba niczego komentować. Innego dnia wyruszyliśmy z Przełęczy Rydza-Śmigłego powoli, jakby sama droga chciała nas najpierw dobrze poznać. Ścieżka prowadziła przez cichy las, w którym drzewa stały niczym starzy strażnicy górskich opowieści. Wspinaliśmy się razem, spokojnie, bez pośpiechu — tak jak robiłby to Włóczykij, kiedy wyruszał przed siebie tylko z plecakiem i dobrą myślą. Z każdym krokiem las stawa...

Balans i nieustające wyzwania

Obraz
Styczeń i luty upłynęły nam pod znakiem zwalniania. Dużo czasu spędzaliśmy rodzinnie, blisko natury – w Beskidzie Niskim, w lesie, w ciszy, która naprawdę potrafi porządkować myśli. Była codzienna krzątanina, proste rytuały, joga i momenty, w których głowa wreszcie mogła odpocząć. Pojawiło się też kilka poważnych wyzwań, które wymagały uważności, cierpliwości i siły – tej cichej, budowanej dzień po dniu. Paradoksalnie to właśnie bliskość natury i bycie razem pomogły nam przez nie przejść. Wchodzimy w kolejne miesiące z większym spokojem, wdzięcznością za to, co proste, i zaufaniem, że trudniejsze momenty pozwalają docenić te niesamowite.

Listopad i grudzień, czyli rzecz o zwalnianiu bez wyrzutów sumienia

Obraz
Przełom listopada i grudnia z całą stanowczością sugeruje światu spokój. Przyroda zapada w hibernację, nie pytając nikogo o zdanie, a my — choć początkowo z pewnym oporem — uznajemy w końcu wyższość ciepłych domów nad wszelkimi ambicjami. To czas otulenia: swetrem, herbatą i przekonaniem, że dom jest przede wszystkim stanem serca. Krzątanie się urasta do rangi cnoty — bo czyż nie w mieszaniu zupy i składaniu prania objawia się prawdziwa troska? Kalendarz zaś, z ironią tak subtelną, że aż wzruszającą, przypomina 16 grudnia, iż Jane Austen skończyłaby 250 lat, dowodząc tym samym, że najpoważniejsze sprawy świata od zawsze rozstrzygane były przy kominku, w salonie lub między kuchennym stołem a kredensem. A ja, w tej porze skupionej na sprawach istotnych, wspominam jesień, gdy uszyłam bawełniane myszki — drobne istoty o wielkiej zdolności przypominania, że czułość najlepiej mieści się w dłoniach i w codziennych gestach.
Obraz
Dziś proszę Cię byś dostrzec raczył Że spojrzeć nie znaczy zobaczyć. Że choćbyś miał żelazne dłonie To unieść nie oznacza donieść. Że choć pogrążysz się w zadumie To wiedzieć nie znaczy zrozumieć. Że właśnie o tym milczą groby Że dotknąć nie oznacza zdobyć. (K. C. Buszman, Dziś proszę)

Czerwcowe radości

Obraz
Czerwiec oczarował nas zielenią. Czas spędzony z najbliższymi i przyjaciółmi to rzecz bezcenna. Podobnie jak pokazanie młodszemu pokoleniu ulubionych wielkomiejskich skarbów. Pogoda zaczęła rozpieszczać i niech tak zostanie. Lato trwaj!

Piechotą do lata

Obraz
Maj dał trochę w kość. Było stromo pod górkę. Jednak widoki na szczycie zrekompensowały wiele, bo przecież przeciwności losu budują siłę charakteru. Pomimo pogody, przyroda niezmiennie zachwyca ♥ Wspólne aktywności cieszą, podobnie jak możliwość obcowania ze sztuką, będącą (dzięki Bogu) nieodłączną cześcią mojego wykształcenia i zawodu. Za co jestem bardzo wdzięczna ♥