Balans i nieustające wyzwania
Styczeń i luty upłynęły nam pod znakiem zwalniania. Dużo czasu spędzaliśmy rodzinnie, blisko natury –
w Beskidzie Niskim, w lesie, w ciszy, która naprawdę potrafi porządkować myśli.
Była codzienna krzątanina, proste rytuały, joga i momenty, w których głowa wreszcie mogła odpocząć.
Pojawiło się też kilka poważnych wyzwań, które wymagały uważności, cierpliwości i siły – tej cichej, budowanej dzień po dniu.
Paradoksalnie to właśnie bliskość natury i bycie razem pomogły nam przez nie przejść.
Wchodzimy w kolejne miesiące z większym spokojem, wdzięcznością za to, co proste, i zaufaniem, że trudniejsze momenty pozwalają docenić te niesamowite.
w Beskidzie Niskim, w lesie, w ciszy, która naprawdę potrafi porządkować myśli.
Była codzienna krzątanina, proste rytuały, joga i momenty, w których głowa wreszcie mogła odpocząć.
Pojawiło się też kilka poważnych wyzwań, które wymagały uważności, cierpliwości i siły – tej cichej, budowanej dzień po dniu.
Paradoksalnie to właśnie bliskość natury i bycie razem pomogły nam przez nie przejść.
Wchodzimy w kolejne miesiące z większym spokojem, wdzięcznością za to, co proste, i zaufaniem, że trudniejsze momenty pozwalają docenić te niesamowite.





Komentarze
Prześlij komentarz